Wyświetlam 1 - 10 z 157 notek

Luty

  • Napisane 1 lutego 2017 o 01:31

Totalnie nic nowego się nie dzieje, jest spokój i cisza w Naszym poukładanym życiu, tak to lubię! Teraz odliczam dni, aż pojadę do domu, im Zośka jest starsza tym częściej za Nią tęsknię! Ale jeszcze 3 tygodnie i znowu będę jechać 520km pociągiem, którym wbrew pozorom lubię jeździć. Ciekawe ile km zjeździłam w całym naszym związku ha. Dzisiaj wracamy na siłownię, nareszcie. Został mi ostatni tydzień zakuwania dietetyki, weekend będzie ciężki 4 egzaminy i koniec semestru :D
Szymon zapisał się na inżynierkę uuu, poważnie to już brzmi! :D

Kooooocham tego Misiaka najmocniej na świecie ! <3

Dzisiaj się zastanawiałam, co właściwie czuję do swojej matki. Stwierdziłam, że miłości to już chyba totalnie w sobie nie mam, zaufania również, ani chęci do kontaktów. Nie potrafię z nią rozmawiać nawet jeżeli się staram. Non stop mnie irytuje tym, że się mądrzy, co nie powiem jest: „niee, tak nie rób, ani mi się waż tak zrobić, żebyś tylko nie wpadła na tak głupi pomysł” itp. itd. Nie ważne jest moje zdanie, nie ważne jest to co chcę zaplanować. Nie. Ważne jest to co ona powie i jak mam zrobić. Totalnie nie słucha co się do niej mówi, ona ślepo dąży do tego na co sama wpadła. Myślałam długo nad tym czy chciałabym ją na swoim ślubie i doszłam do wniosków, że nie ma takiej opcji aby ją zaprosić. To już nawet nie chodzi o to że wypada lub nie, tylko o to, że cały dzień będę myśleć o tym czy przypadkiem nie będzie awantury, kłótni, albo nie wiadomo co jeszcze. Nie mam ochoty cały swój ślub bać się że coś się spierniczy, bo ją zaproszę. Trudno, żal może mieć ale do siebie. Bo ja swego czasu poświęciłam się bardzo, żeby jakoś to wszystko odbudować, ale po 4 latach zerowych kontaktów z nią, nie ma szans aby to odbudować do takich stosunków, żebym chętnie się z nią widywała. Najchętniej to ja bym odcięła się od całej tej rodziny, która wszystko jej donosi, a ona udaje że nic nie wie. Hahaha.

Czas wrócić.

  • Napisane 10 stycznia 2017 o 00:49

Jeśli jeszcze tu zaglądasz, to witaj z powrotem.
Wracam, po raz kolejny. Starsza, może mądrzejsza, na pewno dojrzalsza.
Nie wiem w sumie od czego zacząć. Jesteśmy razem 7 lat, kupa czasu. Za 1,5 roku bierzemy ślub. Ciekawe czy pójdę bez kul, chociaż patrząc na to co teraz się dzieje, śmiem wątpić no, ale czas pokaże. Jak zawsze CZAS. W czerwcu będę mieć 25 lat. Przeraża mnie to okropnie, jeszcze niedawno czekałam na 18stkę. A tu już 25 lat. Połowa moich koleżanek pożeniona, z dzieckiem lub dwójką. Inny świat, kontakt znikomy, jadąc do Szczecina nawet nie piszę do nikogo czy chciałby się spotkać, bo perspektywa rozmawiania o dzieciach, chorobach, kupkach doprowadza mnie do rozpaczy. To nie mój świat na razie.
Z Szymonem układa nam się ok, przeszliśmy przez burze i zagmatwania, teraz nadszedł czas stabilizacji, odpoczynku od problemów. Jedyne na co narzekamy to brak pieniędzy. Może w tym roku się coś zmieni, chociaż rok dopiero co się zaczął haha ;)
Tamten rok miał być przełomowy, wyszło jak zwykle do dupy. A miało być tak pięknie. Właśnie, miało :)
Z mamą były próby pogodzenia się, ale jak zawsze na próbach się skończyło. Nie zmieniła się nic, chociaż się zarzekała, że wszystko przemyślała. Ja po 4 latach nie odzywania się do siebie, nie potrzebuje z nią kontaktu. Jest dla mnie już zupełnie obca. Zero jakichkolwiek uczuć odnośnie jej osoby. Nie ma co się łudzić i oszukiwać taka jest prawda. Na ślub też usilnie się zastanawiam czy ją zaprosić. Teoretycznie tak wypada, praktycznie nie chcę się cały dzień zastanawiać czy jak się napije nie spieprzy mi tego najważniejszego dnia. Wiem, że będzie miała o to żal, zastanawiałam się dzisiaj nawet czy jak ona wszystkim rozpowie, że ją nie zapraszam, czy też pół rodziny mi nie odmówi przyjazdu, ważne sprawy będą mieli akurat ;D Ale o tym będę myśleć za rok w styczniu. Teraz jedynie mogę sobie rozmyślać o tym co jest i co będzie.
A teraz lecę spać. Jutro idziemy na pogrzeb do Dziadka Szymka. Ciężko mi jest po tym wszystkim co się wydarzyło, ale staram się już o tym nie mówić. Zresztą, z Szymonem ostatnio nie ma sensu rozmawiać, bo on tylko potrafi powiedzieć: za długo już w domu siedzisz i znowu wymyślasz.
Jasne.

Dawno dawno temu

  • Napisane 11 stycznia 2016 o 01:57

Jestem, żyje i mam się dużo lepiej od ostatniego wpisu który był hmm… bardzo dawno temu.
Przegrałam sprawę z mamą. Na początku miałam żal, że dlaczego… po pewnym czasie doszłam do wniosku, że to było najlepsze co mogło mnie spotkać, bo tak siedziałabym ciągle w domu, a dzięki temu poszłam do pracy. Moja pierwsza praca to było coś. Od czwartku idę do drugiej pracy i nie wyobrażam sobie powrotu do siedzenia w domu. Kiedyś owszem, ale to jak będę już mieć mojego kochanego różowego malucha, ale to za jakiś dłuższy czas. Z mamą nadal się nie pogodziłam i podejrzewam, że się już nie pogodzimy, a jeżeli nawet to nasze relacje już nigdy nie będą takie jak kiedyś, ani lepsze, może będą przeciętne, ale nigdy już rewelacyjne. Obym ja nie popełniała takich błędów jak moja mama wobec moich dzieci. Z dziadkami owszem polepszyły mi się kontakty i to bardzo, ostatnia wizyta u nich to była czysta przyjemność. Bez stresu, pretensji i głupich insynuacji. Tak fajnie się piło kawę ze spokojem w głowie i sercu. Dawno nie czułam takiego spokoju. Święta spędziłam u taty, było okej, ale jakoś tak dziwnie, Może już nie czuję tej „magii świąt”, ale ważne że pobyłam trochę w „domu” :)
Z Szymkiem mamy się świetnie, chyba. Przeżyliśmy wszelkie kryzysy i między nami jest dobrze, tak myślę. Pewnie on się ze mną nie zgadza, ale to moje zdanie. Ten rok będzie przełomowy i już nie mogę doczekać się tych zmian. Boje się owszem, bo to jest coś zupełnie nieznanego, ale ciesze się że to już, a nie za 5-10 lat. Muszę poczytać bloga, bo już nie pamiętam co tu pisałam :D

Bez tytułu

  • Napisane 21 listopada 2014 o 23:49

Dzisiaj dowiedziałam się, że mama dostała już pismo z moją apelacją. Nareszcie! Przegrałam rozprawę o alimenty, bo mój sędzia stwierdził, że skoro jestem już taka dorosła i postanowiłam prowadzić życie z partnerem powinnam sama sobie poradzić. No wiadomo ładniej to ujął w swoim wyroku, ale to nic że sam stwierdził, że mamę stać na to żeby mi dawać alimenty i że jest takie coś jak kredyt studencki haahaha.. dobre sobie. Co z tego, że mamusia Pawłowi daje 10 tyś bezzwrotnej pożyczki na perkusję, otwiera mu żabkę i utrzymuje obcą dziewuchę która mieszka w moim pokoju, a ja jak pojechałam do domu to nawet nie miałam gdzie swoich rzeczy rozłożyć bo owa dziewucha zajęła całą moją szafę a moje rzeczy zostały wywalone do innej szafy bez półek. Dziwne że nie chcę jeździć do domu nie? Oczywiście mamusia mnie przywitała wódeczką i co z tego, że ludzie sami mówią że już wygląda i jest tak opuchnięta jakby codziennie piła ( może i tak jest) ale.. nie przejmuję się już tym za bardzo.
Jestem na drugim roku jest ciężko. Serio… Nienawidzę tych studiów, ogólnie zawiodłam się na tym całym ” studiowaniu”. Byle skończyć kierunek i zobaczymy co dalej :)
A teraz idę spać. Jutro o 5:30 wstaje.
CO do mojego odchudzania -10 kg na minusie ;) Szkoda że waga stanęła i nie chce spadać, ale ważne że nie rośnie jakoś dużo w górę +/- 2 kg.

Zobaczymy czy na długo ;)

  • Napisane 21 listopada 2014 o 01:46

Od czerwca nie zawitałam na blogu. Dlaczego? Nie chciało mi się pisać, zapominałam o nim, co miesiąc onet wysyłał email, że brakuje moich wpisów i tylko dlatego nie zapomniałam o tym blogu.
Było parę ciekawych rzeczy, ale jest dosyć późno i nie chce mi się w jednej notatce o tym rozpisywać, myślę że jak jutro wrócę z uczelni usiądę i napiszę. Nawet nie wiem czy ktoś tu jeszcze wchodzi :D
Z Szymonem przedłużyliśmy umowę mieszkania na kolejny rok, dobrze nam się tu mieszka. Trochę nie wyobrażam sobie wyprowadzać się stąd i wracać na Dawidy chociaż mam dużo do życzenia co do mieszkania, ale może za bardzo przesadzam i za dużo bym chciała?
Mniej się kłócimy, dużo czasu spędzamy razem. Problemów mamy masę, ale stawiamy im czoło. Są łzy, ale i uśmiech na twarzy gości częściej :) Mamy 3ciego kota, jestem wariatką. Wiem o tym, ale co ja poradzę na to, że tak strasznie kocham te kociaki?
Jutro napiszę coś więcej.
Szymon chciałeś żebym wymyśliła Ci temat na notatkę. Napisz mi jak się zmieniłam w ciągu tych 5 lat :)
Kocham Cię :*

Bez tytułu

  • Napisane 15 czerwca 2014 o 22:32

To takie przykre kiedy z Twojej rodziny zadzwonią i złożą Ci życzenia 2 osoby + 2 na facebooku. Heh.. Czasami się zastanawiam ile jeszcze czasu dam radę to wszystko udźwignąć, walczyć o siebie i swoje życie, istnienie.. Nie chce mi się już walczyć o wszystko, chciałabym położyć się w łóżku, zakopać pod kołdrą i popłakać nad sobą, żeby później wstać silniejsza i lepsza… Teraz chcę tylko zaliczyć logikę i statystykę, schudnąć te 9,5 kg jeszcze, wyleczyć nogę, wyjść za Szymona za mąż, mieć z nim dzieci, mieszkanie, koty, psa, ogród, pracę, spełniać marzenia i pokazać wszystkim środkowy palec. Zwłaszcza tym którzy mnie zostawili wtedy kiedy okazałam się niepotrzebna. To wszystko, a może aż chcę! To dużo? Może, ale da się zrobić! :)) Czas obrócić życie o 180 stopni. Zapomnieć o tym co było, pamiętać tylko to co trzeba i tych ludzi którym nie warto zaufać. Karma istnieje wierzę w to. Może jestem podła ale co mi tam :) Może właśnie taka powinnam być skoro nie docenili mojego dobrego serca. Teraz jestem ostrożna i taka już będę.

jaki byłeś, jaki jesteś…

  • Napisane 13 czerwca 2014 o 13:48

Ciężki temat mi dałeś oj ciężki… Sama nie wiem…
Jaki byłeś? Zawsze na początku związku widzimy tylko zalety, nie dopuszczamy do siebie żadnych wad. A jak wiadomo każdy je ma, raz bardziej wkurzające raz mniej, ale jednak ma. Od zawsze przeszkadzało mi Twoje zachowanie co do kobiet i nadal się to nie zmieniło. Nie wiem dlaczego, Ty uważasz, że to nie jest nic złego, mnie to drażni może dlatego, że ja mam zupełnie inne wyobrażenie na temat zachowania faceta do kobiety itp. Zastanawiałam się czy nie naoglądałam się za dużo filmów, nie naczytałam książek, gazet. Zapewne tak. Ale wracając do tematu, na początku wkurzało mnie to jak zachowujesz się w sklepie. Nie rozumiem po co te wszystkie teksty typu: ile ja na Ciebie wydaje, mam tyle i tyle ale trzeba Ci mówić że mam mniej bo Ty byś wszystko wydała itp itd. Tak wiem idąc do sklepu kupiłabym sporo rzeczy, ale wolę to mieć niż ma mi później zabraknąć. Poza tym już kiedyś mówiłam: sama tego nie jem.
Kolejna sprawa: kiedy jesteśmy gdzieś razem i ktoś do nas przyjdzie czy np w szpitalu jak teraz byłam, Ty zachowujesz się strasznie arogancko wobec mnie. Narzekasz na mnie, przedstawiasz mnie jako kogoś z kim masz życie przerąbane. Pomimo tego, że mówisz to żartem mi jest przykro. Co z tego, że kiedy mnie nie ma obok Ty mnie strasznie wychwalasz i w ogóle. Może po prostu rób to wtedy kiedy ja będę obok!Kolejne: Twoje kontakty z dziewczynami. Ja też mam kolegów. Ale ja jakoś nie wysyłam im buziaków w smsie, nie kokietuje, nie flirtuje, nie robie z siebie wielkiego przyjaciela, patrzę na to co robię, myślę o Tobie jak Ty byś mógł się poczuć w danej sytuacji lub na odwrót jak ja bym się poczuła i zwyczajnie tego nie robię. A Ty szedłeś i nie zwracałeś uwagi na mnie co jak się dowiem. Dowiem się to się dowiem, będzie awantura trudno pokrzyczy i skończy i będzie dobrze. Tak myślałeś? Bo mi się wydaje że tak, tylko szkoda że nie pomyślałeś o tym, że zostawiasz rysy na moim zaufaniu, staraniu się. Masz pretensje o to że sprawdzam Ci telefon? Gdybyś był ze mną zupełnie szczery od samego poczatku związku do tego by nie doszło! Pomyśl ile Ty już razy wystawiłeś mnie na ciężkie próby. Nawet sobie nie zdajesz z tego sprawy, bo Ty masz inne poczucie wartości związku, miłości, zaufania, seksu itp. Ja mam inne no sorry każdy człowiek jest inny. Mi rodzice wpoili takie wartości Tobie inne. Dlaczego ja mam je zmieniać? Powinieneś mi powiedzieć od razu jak przyjechałeś co było w Słupsku, obiecaliśmy to sobie kiedy wyjeżdżałeś, że będziemy szczerzy ze sobą, ale Ty stchórzyłeś, a teraz masz pretensje bo ja Ci nie ufam, bo sprawdzam Ci telefon, bo to bo tamto. To samo było z Adą. Wiedziałeś, że mnie drażni Twoje zachowanie. Ta Twoja radość ze spotkań z nią, te Twoje rozmowy na gg. Kurwa… Jak można pisać do koleżanki mając dziewczynę, żeby wysłała ciekawsze zdjęcia!! Poza tym, jesteś dla mnie cholernym tchórzem, który nie potrafi się przyznać do czegoś złego. Dlaczego? Bo co bo boisz się że odejdę? A jak robiłeś te wszystkie rzeczy to nie bałeś się że odejdę? Bo mi się wydaje, że jakbyś się bał to byś wiedział, że tak nie powinieneś robić. A jednak robiłeś.
Gdzie się nie pojawisz i są tam dziewczyny masz do nich numer. Tak wiem Tobie się lepiej gada z dziewczynami… Nie mogę Cię izolować, ale Ty nie możesz mnie krzywdzić…
Nie chcę całe życie bać się, że zrobisz jakiś głupi ruch i wszystko się zepsuje. Bo już się psuje, a my nie potrafimy znowu do siebie dotrzeć.. A może i ja nie potrafię.
Wkurza mnie Twoje lenistwo, to że proszę Cię o coś po 10-20 razy a Ty później się dziwisz że ja się wkurwiam. Tak jak dzisiaj rano. 10 min wołałam Cię żebyś wstał. Nie chce mi się już Ciebie prosić o coś.. wolę sama pójść i to zrobić niż prosić się po milion razy. Lubie sprzątać, ale myślałam, że jak będziemy razem mieszkać sami „na swoim” inaczej do tego podejdziesz, będziesz bardziej odpowiedzialny za coś… a Ty ciągle jesteś taki sam… Nie chcę za Ciebie wszystkiego robić, jak robi to Twoja mama za Twojego ojca. Rozumiem, że ja siedzę cały dzień w domu, chodzę co dwa tyg na zajęcia ale nie musisz mi tego wypominać co kłótnię o umycie naczyń czy odkurzenie. Jak tak będziemy sobie wszystko wypominać to daleko nie zajedziemy. Uwierz mi. Teraz jest wypominanie, dojdziemy i do kłótni.
Wiem, że jest Ci ciężko na uczelni, że brakuje Ci tej bliskości jaka była kiedyś, ale ja stałam się ostrożna z tym co robię, co mówię bo tyle razy już mnie skrzywdzono, że boje się cokolwiek zrobić. Jestem wykończona psychicznie, czasami mam różne myśli, ale staram się iść dalej. Staram się udowodnić wszystkim że dam radę. Jestem sama jak palec, ale Ty tego nie zrozumiesz. To że Ty nie masz znajomych których miałeś kiedyś nie możesz porównywać do mnie gdzie ja nie mam żadnego. Nie wiem może nie jestem osobą super zabawną, może powinnam kłamać jak większość i mówić same dobre rzeczy, może powinnam udawać kogoś kim nie jestem ale dlaczego? Dlaczego nie może mnie ktoś zaakceptować taką jaka jestem? Mówisz że Ty nie masz znajomych, masz Kamila który stanie za Tobą murem. Zawsze możesz do niego pójść i on Ci pomoże. To że teraz tego nie zauważasz to normalne, ale zauważyłbyś gdyby Cię do tego sytuacja zmusiła. A ja? A ja zostaje nadal sama. Może za dużo wymagam, ale ode mnie też dużo wymagają, a ja próbuję temu sprostać. Nie umiem…
Ty mówisz że miałeś gimnazjum przejebane? Ja miałam podstawówkę, gimnazjum, liceum. Non stop się ze mnie śmiali, wytykali palcami, wyzywali. Nikt się ze mną nie przyjaźnił, nikt nie zapytał jak się czuje, nie chciał się ze mną bawić… Ale tak Ty miałeś gorzej wiem.
Co do rodziny. Wczoraj chciałam żeby ten głupi dzień się skończył. Najlepiej żeby w ogóle go nie było. Było mi tak cholernie przykro, że nikt od strony matki do mnie nie zadzwonił. Każdy ma swój rozum.. A nawet u Ciebie nie mogłam popłakać bo już Ci to przeszkadzało…wystarczyło mi dać się wypłakać, nic nie mówić, tylko przytulić. Może i przesadzam, może… ale najwidoczniej tego potrzebowałam. Później nie mów proszę, że nie chcę pokazywać przy Tobie moich uczuć kiedy Ty tak mnie potraktowałeś…
Wiedziałam, że całe życie nie będzie tak jak na poczatku związku. Że zaczną się kłótnie, sprzeczki, pretensje. Ale my sobie nie radzimy z tym, udajemy że jest okej…
Może to dobrze, że wyjeżdżasz. Może wtedy coś przemyślimy do czegoś dojdziemy, coś zmienimy…

Przepraszam za tą notkę.

Bez tytułu

  • Napisane 25 maja 2014 o 12:25

Strasznie mnie dawno tutaj nie było. Nawet zastanawiałam się czy jest sens dalej prowadzić tego bloga. Wszystko jest tak jak było, żadnych nowych sensacji, nowości. Życie toczy się swoim powolnym(?) a może i szybkim tempem. My dalej sami mieszkamy, przedłużamy umowę na rok tym razem. Ja już jestem po 3 egzaminach, wszystkie 3 zaliczone. Jeden jest w toku bo nadal nie wiemy czy ksiądz zaliczy połowie grupy pracę, które pisaliśmy i zostało mi HMP na 14 czerwca i logika. Z logiką to gorzej, bo martwię się, że zostanie mi na wrzesień. Ale na całe szczęście to tylko 1 przedmiot więc nie jest tak tragicznie :D Szymek ma chyba gorzej. Ostatnia rozprawa 9 lipca. Szymon wyjeżdża pod koniec lipca i sierpnia. Fajnie :) Do mnie chyba w tym czasie przyjedzie Monika i może ciotka Elwira pod koniec sierpnia, ale do tych planów jeszcze kupa czasu. W kwestii gotowania jestem co raz lepsza według mnie! :D I nawet zaczęłam piec ciasta :D Chodzę na rehabilitację, 70 stopni zgięcia jest całkiem niezłym wynikiem :) A 2 czerwca idę do szpitala na 2 tyg na rehabilitację, żebym miała jakąś tam ciągłość i nie wracała do martwego punktu i nie zaczynała wszystkiego od nowa.  Z dietą jest w miarę ok, waga przy ostatnim ważeniu pokazywała 67,2 ale to w 2 dniu okresu więc mam nadzieję, że tych 66kg już zahacza :D :P Z ćwiczeniami gorzej, bo jakoś nie mam motywacji żeby do nich wrócić ale postaram się jutro wrócić. Może mi się uda :D
Elwira urodziła i na tym skończył się nasz kontakt. Próbowałam do niej pisać, dzwonić ale najwyraźniej dała mi do zrozumienia, że nie chce mieć ze mną kontaktów. Bolało mnie to, ale cóż, nie można mieć nic na siłę.
A mojego przystojnego aczkolwiek leniwego Szymona bardzo kocham :*

Bez tytułu

  • Napisane 8 kwietnia 2014 o 14:37

Wczoraj rozprawa. Ja mam już wszystko za sobą, w końcu się odstresowałam. Teraz mama tylko zeznaje 9 lipca. Nic mnie już nie obchodzi, co prawda tęskni mi się za nią, ale nie taką jaka jest teraz tylko taka jaka była kiedyś. No ale, czasu nie cofnę. Do niedzieli jestem u taty, zaczęłam się uczyć do egzaminów miesiąc wcześniej. Będzie dobrze! Wiem to i czuję, że już teraz będzie tylko lepiej. W końcu weszłam na dobrą drogę i nie chcę z niej zbaczać. Może w końcu dojrzałam, nie wiem, ale czuję, że zaczynam być inną osobą. Bardziej dojrzałą, świadomą swoich decyzji i wiedzącą w końcu do czego dążyć w życiu.
Z dietą też idzie mi super, -6 kg w 5 tyg. Do wakacji mam czas, jeszcze 9 kg chcę schudnąć a później zobaczymy czy te 5 kg będzie potrzebne czy nie. Po diecie pójdę do dietetyka, żeby powiedział mi jak utrzymać wagę.

Kocham mojego narzeczonego! To on daje mi tą siłę w sobie, wspierając mnie w każdej mojej podjętej decyzji. Mimo, że nie wszystkie są słuszne, nie krytykuje mnie tylko tłumaczy co i jak. Mądry z niego facet ot co ! :)

żałuję.

  • Napisane 25 marca 2014 o 23:34

Za 2 tyg kolejna miejmy nadzieję, że ostatnia rozprawa o alimenty. Nie rozumiem jak to może się tak tyle czasu ciągnąć ale…
Po 3 miesiącach ciszy zadzwoniła „matka”, oczywiście jak to przed rozprawą ona musi się ze mną spotkać, a ja jak głupia choć nie miałam wyjścia, bo nie omieszkałaby tego nie wykorzystać na rozprawie musiałam się z nią spotkać. Przyjechała do nas do mieszkania, chciałam żeby zobaczyła jak mieszkam, ale najwidoczniej nie za bardzo ją to zachwyciło, bo nic na ten temat nie powiedziała. Jedyne co to tylko napaliła mi papierochami w mieszkaniu tak, że musiałam wietrzyć mieszkanie 3h. Dobrze, że ciepło w ten dzień było. Na dzień dobry pretensje, że nie jeżdżę do ciotki, a przecież powinnam jej być wdzięczna, bo ona w ciąży i kiedy miała małe dziecko jeździła do mnie do szpitala, nie mam tu nikogo oprócz niej, bo przecież Szymon to jest mój fagas, a jego rodzice to nic nie warci, zakłamani durnie. Mój „brat” ma problemy więc chodzi na terapię do psychologa więc powinnam mu współczuć, ja wyciągam łapę po jej pieniądze, choć nie mam do tego prawa, bo to JA się odwróciłam od rodziny. Kontakt smsowy to nie kontakt, a to, że dziadki nie dzwonią to nic nie znaczy, przecież oni mają do tego prawo a ja nie. Ja jestem zakłamaną suką, która powinna lizać umyte nogi Szymka ojcu, mam 2 szufladki w jednej jest Szymon, w drugiej mój ojciec i jak brakuje mi kasy to skaczę do tej gdzie jest ojciec. Ja powinnam z nią pójść na terapię, bo ona nie umie się ze mną dogadać, a ja MUSZĘ iść z nią na terapię. Jak ja mogę studiować psychologię i nie wierzyć, że psycholog pomoże nam w relacjach. Jak się nie wycofam z rozprawy, to ona za 4 lata po skończonych alimentach się mnie wyrzeknie. Z domu mogę wziąć tylko to co kupił mi Szymon, co sobie sama kupiłam za swoje pieniądze i to co kupił mi ojciec po rozwodzie z matką. Acha… no i ona żałuje że mnie nie zeskrobała jak miała taką możliwość. Ja też żałuję. Miała by spokój i nie miała by problemów.

Od piątku nie mam matki. Tyle w temacie.


  • RSS